CDA-ZALUKAJ – Filmy i seriale VOD

The Dead Don’t Die (2019)

  HorrorKomedia

6,4
IMDB: 6,4/10 257 votes

Zgłoś błąd

Oglądaj w innych serwisach VOD:  

 

PLAYER.PL              

    The Dead Don’t Die (2019)
    The Dead Don’t Die (2019)

    The Dead Don’t Die (2019) (Recenzja)

    Nieumarła satyra Jima Jarmuscha jest krótka, przerażająca i nie budzi się do końca, pomimo licznych dowcipnych linii i ogromnie gwarantowanych wystaw przez obsadę z listy. Jest to komiczny, bezkierunkowy riff na pieszczotliwie przypomnianym, pieszczotliwie ożywionym rodzaju: centrum koszmarów zombie w Ameryce George’a Romero, kiedy ciała rozpadające się z ich grobów, obecnie całkowicie poddane konwencjonalizmowi, industrializmowi i kanibalistycznemu narcyzmowi, który zjadł ich duchy, jakiś czas przed ich rzekomą śmiercią.

    The Dead Don’t Die naturalnie oznacza te tradycyjne satyryczne artykulacje zombie-ismów – mruczymy nastolatki zombie „wifi…” – istnieją wskazówki dla Samuela Fullera i Roberta Blocha oraz z zombie-ism symbolizujące uporczywość pamięci i utratę przyjaciół i rodzina, może nawet istnieć odniesienie do linii Williama Faulknera o tym, że przeszłość nigdy nie jest martwa ani nawet przeszłością. Ale film Jarmuscha jest narażony na poddanie się samemu zombie: narkotycznemu odrętwieniu uważnego chłodu.

    Bill Murray, Adam Driver i Chloë Sevigny grają trzech oddanych gliniarzy, Cliffa, Ronniego i Mindy, w fikcyjnym amerykańskim mieście Centreville, miejscu poświęconym szeroko pojętym walorom. Bluff to ich miły, ale zmęczony szef. Muszą zarządzać różnymi opornymi lokalnymi ludźmi, takimi jak Pustelnik Bob (Tom Waits) i reakcyjny i denerwujący Farmer Miller (Steve Buscemi). Oprócz tego Bobby (Caleb Landry Jones), prowadzący sklepik z komiksami w pobliżu stacji obsługi, uprzejmy Hank (Danny Glover), normalny w kawiarni prowadzony przez Lily (Eszter Balint) i Posie (Rosie Perez).

    Ale dzieje się coś wyjątkowo dziwnego. Ludzie w pobliżu są zniechęceni przez nowego szkockiego właściciela pobliskiego domu pogrzebowego, Zeldę (Tilda Swinton), eteryczną, ale prostą postać z mieczem samurajskim. Radiotelefony policjantów nie działają, a światło dzienne dziwnie się utrzymuje, mimo że ich zegarki mówią im, że powinien być zmierzch. Następnie ciało niedawno upojonego alkoholika z Mallory O’Brien (Carol Kane) zaczyna drgać, a zombie wyrywają się z grobów, najwyraźniej wyparte przez ogólnoświatową nierówność spowodowaną szczelinowaniem polarnym. Jeden zombie jest skupiony na espresso i jest grany przez Iggy’ego Popa – nie wygląda to tak różnie, jak zwykle. W kategoriach castingu jest to uderzenie wirtuoza.

    Film powstaje z referencjami kinowymi: kiedy w sklepie Bobby’ego pojawia się trójka dzieci, chcąc wiedzieć, gdzie mogą zostać, jest zwięzła rozmowa o motelu w Psycho, napisanym przez Blocha, który dodatkowo napisał krótką historię o zombie o nazwie The Dead Don’t Die, dostosowany do telewizyjnego filmu z lat 70. Curtisa Harringtona.

    Dużo radości sprawia, że ​​wpatrujesz się w apatię, znając oblicze Sevigny, Drivera, a zwłaszcza Murraya, którzy nie muszą mówić ani robić wiele, aby być niezwykle uważnym i interesującym. To powiedziawszy, jest mnóstwo chichotów i mufli, zwłaszcza gdy oszołomieni dziennikarze z policji i telewizji zaczynają spekulować w podobny sposób, co mogło spowodować gwałtowne zgony.

    The Dead Don’t Die o czym film?

    Ale sceny dyskursu pomiędzy Driver i Murray często są gdzieś w pobliżu nieco słabej meta-satyry, w której bohaterowie wykazują uśmiechniętą znajomość swojego fikcyjnego statusu. Ten Pirandellian dobrze się rozwija, nie jest dokładnie utrzymany i jest trochę studencki. Potem jest dobrze ustalona kwestia, gdzie idziemy ze wszystkim. Tradycyjnie nie ma wielkiego wymogu, aby film zombie miał odwrotność fabuły lub narrację fabularną; prosty spektakl rozszerzającego się chaosu może być wystarczający – chociaż Shaun of the Dead Edgara Wrighta ma interesujące momenty napięcia i niebezpieczeństwa związane z tym, co się dzieje, gdy zdajesz sobie sprawę, że ktoś, kogo uwielbiasz, zamieni się w zombie.

    The Dead Don’t Die nie ma ruchu fabularnego, co jest brane pod uwagę – coś z pewnością dzieje się z Zeldą, choć wygląda na to, że wyrzucona mufla nieumyślnie pokazuje, że Jarmusch jest niebezpiecznie bliski myśli. Deadness i wieczne życie interesowały go wcześniej w filmach takich jak Dead Man (1995) i Only Lovers Left Alive (2013) – oraz wieczna ascetyczna samotność samurajów w Ghost Dog Way of the Samurai (1999). Parodia jest ważna w tych filmach: nie należy ich traktować całkowicie prawdziwie, ale wtedy część, która nie żartuje, jest intensywna.

    Ale The Dead Don’t Die nawiasem mówiąc wydaje się być niepoprawny i niekompletny, szereg myśli, temperamentów i prestiżowych aktorów krążących wokół siebie w kudłatej bajce. Jest jednak stale rozpoznawalny w eleganckich rozważaniach i kontrolowanym tempie dziwnej normalności – i pięknie sfotografowany w strasznym zmroku Fredericka Elmesa.

    Minęło sporo czasu od przybycia Shaun of the Dead i 10 lat od Zombielanda, z jego zdumiewającym wyglądem Billa Murraya, więc może wydawać się dziwne, że ten błyskotliwy premiera nocnego tegorocznego prestiżowego festiwalu filmowego w Cannes powinna być parodia zombie z udziałem nikogo innego, jak Billa Murraya. Poza wszelkimi wątpliwościami The Dead Don’t Die Jima Jarmuscha prawdopodobnie nie przejdzie do rekordów Cannes jako jedna z jego największych decyzji. Cicho idiosynkratyczny szacunek do filmów science fiction z lat 50. XX wieku, najwyraźniej Plan 9 From Outer Space, rujnuje w tempie reanimowanego barbarzyńcy i nie zawiera anty-konsumpcyjnej satyry, której nie ma w oryginalnym zombie George’a A Romero filmy sprzed kilkudziesięciu lat. Ale pod jego modnymi hijinkami dzieje się coś naprawdę tragicznego, a dla absurdalnego nieumarłego końca światowego pastiszu to coś.

    Murray gra Cliffa, zmęczonego, ale mającego dobre intencje policjanta, który pracuje z dwoma młodymi partnerami, Ronniem (Adam Driver) i Mindy (Chloë Sevigny). Ich trójka, która pasuje do okularów Buddy Holly i pasujących do nich regaliów, ma prosty udział w patrolowaniu zmęczonego Centerville, wielkiego prowincjonalnego miasteczka z trzema postaciami i drogowskazem „Prawdziwe ładne miejsce”. Jednak nie wszystko jest przyjemne. Potężnie zarośnięty pustelnik Bob (Tom Waits) strzela do Cliffa i Ronniego, gdy odwiedzają go na zalesionych terenach. Rancher Miller (Steve Buscemi) ma na sobie top z baseballu „Keep America White Again”. Nikt nie ma zbyt wiele energii dla Bobby’ego Wigginsa (Caleb Landry Jones), którego stacja benzynowa jest również sklepem sprzedającym pamiątki kultury popularnej – pamiątki zombie. Wszyscy są podejrzliwi wobec nowego szkockiego grabarza (Tilda Swinton) z długimi białymi włosami i mieczem samurajskim.

    To dopiero początek. W ciągu kilku minut stwory znikają, zegarki i radia działają nieprawidłowo, a noc nie spada, kiedy powinna. W międzyczasie pojawiają się doniesienia, że ​​„szczelina polarna” mogła uderzyć Ziemię z jej osi obrotu. W momencie, w którym zwłoki zaczynają wychodzić z ziemi, aby skubać personel miejscowego burgera, a nie pączki, nikt nie jest zbyt zdumiony.

    Najlepiej sprawdza się w przypadku, gdy uważasz, że nie jest to parodia zombie, ale tragikomedia zombie

    Większość dywersji w The Dead Don’t Die polega na mrugnięciu odniesień do innych filmów o zombie i otwartych osobowości aktorów: RZA z Wu-Tang Clan pojawia się jako człowiek transportujący, który pracuje dla WuPS zamiast UPS, na przykład , a Rosie Perez jest prezenterką o imieniu Posie Juarez. W odniesieniu do zombie Iggy’ego Popa, cóż, jest prawie równoważny żyjącemu Iggy’emu Popowi. Ten śmiercionośny (lub nieumarły) postmodernizm zirytuje kilku obserwatorów, ale ma powód, by dawać z siebie parę śmiechów. Chodzi o to, że wszystkie konta, takie jak my wszyscy, mogą być uwięzieni w pracach, które są poza ich kontrolą. To myśl, która pochodzi z otwarcia filmu. W trakcie rozdawania kredytów gra hymn kraju Sturgill Simpson o nazwie The Dead Don’t Die. Wkrótce potem Cliff i Ronnie słyszą melodię w radiu. Z jakiego powodu melodia jest tak rozpoznawalna, pyta Cliff. „Biorąc wszystko pod uwagę, na tej podstawie, że to melodia tematyczna” – wyjaśnia Ronnie.

    Senseless i zakręcony jak The Dead Don’t Die, jego żyła fatalizmu jest wzruszająca, a nawet znacząca. Postacie nie tkwią w filmie zombie. W taki czy inny sposób zdają sobie sprawę, że utknęli w filmie zombie – i nic nie mogą na to poradzić. Jarmusch, który napisał i wyreżyserował ten film, zdaje się ufać, że to miejsce, które dostaje nasze społeczeństwo. W pewnym momencie, kiedy chcemy, aby Cliff i Ronnie przygotowali sprytne rozwiązanie, by pokonać chciwych rojów nieumarłych, dochodzą do wniosku, że mogą się również poddać. Myśląc o opłakanym stanie obecnej rzeczywistości, rezygnacja jest bardziej ponura niż jakakolwiek liczba żartów o materializmie amerykańskim.

    Sevigny szczypie serce jak ktoś, kto zamiast być twardym policjantem, którego możemy się spodziewać, jest zbyt zdenerwowany, by kontynuować walkę. Co więcej, komiczne niedopowiedzenia Murraya stanowią drogę do odkrywczego przedstawienia zdesperowanej, bezbronnej starszej osoby. The Dead Don’t Die najprawdopodobniej najlepiej sprawdza się w przypadku, gdy myślisz o tym, że nie jest to parodia zombie, ale tragikomedia zombie. Przesłanie nie jest takie, że umarli nie umierają: przesłaniem jest to, że żyjący umierają, każdy z nas.

    Co przypomina obraz zombie Jima Jarmuscha? Wygląda na to, czego się spodziewasz: pyskaty hipster spacerujący po martwej satyrze, który przegląda koniec świata, wzruszając ziemską niechęcią. (Wszystkie konta mówią: „Umarli powstają! Co więcej, co nowego?”)

    „The Dead Don’t Die”, który rozpoczął tegoroczny Festiwal Filmowy w Cannes, rozpoczyna się od zdjęcia cmentarza, bardzo wyraźnego gestu do pierwszej aranżacji „Night of the Living Dead”. Film przedstawia nam dwóch policjantów w pokerze, crusty Cliff (Bull Murray) i ponurego Ronniego (Adam Driver), którzy noszą swoje okulary w stylu „Stranger Than Paradise”. (Jest trzeci policjant, Mindy, grany przez Chloë Sevigny, a ona też nosi okulary dla frajerów). „The Dead Don’t Die” rozgrywa się w tak zwyczajnej, trochę dziwnej społeczności indie-motion picture która ma jedną kawiarnię, jedną komendę policji, jedną stację obsługi i jednego włóczęgę (w tej sytuacji, Tom Waits jako leśny mędrzec, który wygląda jak Mojżesz), i gdzie ludność nazywa się rzeczy takie jak Hank i Fern. Nazwa miasta brzmi Centerville, ale mogła nazywać się Twin Peaks Lite.

    W kawiarni Steve Buscemi pojawia się jako ranczer na szczycie, który przegląda „Keep America White Again”, a fakt, że jest kumplem z osobą siedzącą obok niego przy ladzie, graną przez Danny’ego Glovera, jest jednym z wielkich klimatów Jarmuscha korkociąg liberalne dowcipy. Pośród tego nieoczekiwanego bliskowschodniego folkloru, Cliff i Ronnie zaczynają obserwować oznaki czegoś dziwnego. Elektroniczne gadżety wciąż się rozchodzą, a dzień nie zmieni się w noc. W radiu samochodowym słyszą hymn stalowej gitary „The Dead Don’t Die” („Po zakończeniu życia, życie pozagrobowe trwa”), a wiadomości są pełne raportów na temat „szczelinowania polarnego”, usankcjonowany korporacyjnie atak na środowisko („Szczelinowanie polarne stworzył wielkie zatrudnienie…”), co powoduje, że ziemia zostaje zrzucona z osi obrotu.

    The Dead Don’t Die czego dotyczy fabuła filmu?

    Ponadto – jak gdybyśmy potrzebowali wyjaśnienia – jest powodem, dla którego martwi zaczynają się podnosić. Pierwszym wskazaniem czasów zakończenia zombie jest kilka rąk, które wyrywają się z ziemi przed nagrobkiem. To ma być chwila goryczy wodewilowej, ale o naszej samotnej myśli brzmi: „Hmm, wygląda to jak wideo„ Thrillera ”. Następnie dwa pierwsze zombie, grane przez Sara Driver i Iggy Pop (mobilna para dowcipów: Driver to długoterminowy partner Jarmuscha, a Iggy od teraz przypomina nieumarłych), wchodzą do kawiarni i nadal rozrywają żywe wnętrzności spośród dwóch osób tam przebywających. Zombie, w tym, co będzie tematem, mruczą jedno słowo, które wciąż trzymają się z poprzednich wcieleń. W tej sytuacji słowo to „espresso”. (Obaj wyrywają z niej cały garnek i staczają się.)

    Zombie w „The Dead Don’t Die” trwają ogólnie w wielkim stylu zombie-motion. To rój cętkowanej skóry zjadaczy substancji, którzy chwieją się po ulicach, ściskając swoje oblicza przed oknami i wpychając ręce między drewniane listwy, które mają je odeprzeć. Nic z tego nie jest zdumiewające ani nie powinno być; wszystko jest podawane jako prosty, pół-absurdalny żart.

    Kłopot z „The Dead Don’t Die” polega na tym, że pojęcie leczenia zombie powstało jako mroczna satyra oblana postawą na śmierć. Powraca do „Shaun of the Dead”, do filmów takich jak „Planet Terror” i „Re-Animator” – i oczywiście do samego „Sunrise of the Dead”, który wiązał przerażający spektakl z gotową satyrą kultury kupujących . W momencie, gdy Jarmusch ma swoje zombie czające się wokół powtarzających się słów, takich jak „Chardonnay” i „Snapple” oraz „Wi-Fi”, jest to w rzeczywistości powtórzenie jedynego w swoim rodzaju George’a A. Romero, do którego wracają. żart. Biorąc pod uwagę, że było to 40 lat wcześniej, Jarmusch dodaje niewiarygodnie mało głupoty i percepcji.

    W „The Dead Don’t Die” głównym sposobem zamordowania zombie jest ścięcie głowy (jednym z haseł chwytających film jest „zabicie głowy”, nie dość odmienna wariacja na temat Romero). umysł i ty mordujesz diabła ”), i to jest każda z głównych konfiguracji najbardziej stylizowanej postaci filmu: szkocki pozaziemski pogrzebacz samurajów (rzeczywiście czytasz to dobrze), grany przez Tildę Swinton w długiej bladej blondynce warkocze, posługując się mieczem z niezwykłą pomysłowością „ja-jestem-dama”. Jarmusch nawet wplątuje się w efekty, biorąc pod uwagę wszystko, co się dzieje w głowach, wydobywając dymiący dym, który wydobywa, na litość boską, śmierć świętych na końcu „Vindicators: Infinity War”. To satysfakcjonujący efekt.

    Ale poza tym wszystko, co Jarmusch naprawdę dodaje do tej wytartej klasy, to mrugnięcie meta-japery, które zachodzi między rozrywką a irytującą. Jest osamotniony, „Patrz! To Jim Jarmusch robi film z zombie!” I rzeczywiście, ten film jest tym uderzeniem żebra w jego uważności; kiedy Ronnie wspomina „scenariusz”, nie mówi o jakimś projekcie pisarskim, który ukrył w szafce. Ronnie kontynuuje powiedzenie „To się skończy poważnie”, linia tak pesymistyczna, że zdajesz sobie sprawę, że musi to być nieuchronne powstrzymanie filmu. „The Dead Don’t Die” lubi się w najnowocześniejszej groteskowej parodii, ale prawda jest taka, że jest to podrzędna kultura popularna. To jest powód do rozczarowania.

    No links available
    No downloads available

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Podobne filmy