CDA-ZALUKAJ – Filmy i seriale VOD

Pewnego razu w Hollywood

2h 41min  DramatKomedia

9,5
IMDB: 9,5/10 8 265 votes

, ,

USA, Wielka Brytania

Zgłoś błąd

Oglądaj w innych serwisach VOD:  

 

PLAYER.PL              

    Pewnego razu w Hollywood
    Pewnego razu w Hollywood
    Pewnego razu w Hollywood
    Pewnego razu w Hollywood
    Pewnego razu w Hollywood
    Pewnego razu w Hollywood
    Pewnego razu w Hollywood
    Pewnego razu w Hollywood
    Pewnego razu w Hollywood
    Pewnego razu w Hollywood
    Pewnego razu w Hollywood
    Pewnego razu w Hollywood
    Pewnego razu w Hollywood
    Pewnego razu w Hollywood
    Pewnego razu w Hollywood
    Pewnego razu w Hollywood
    Pewnego razu w Hollywood
    Pewnego razu w Hollywood
    Pewnego razu w Hollywood

    Pewnego razu w Hollywood (2019) Recenzja w CDA-ZALUKAJ.pl

    Piękna i przejmująca migawka z minionego wieku, pokryta uroczymi komentarzami do techniki opowiadania historii Tarantino osiągnęła kulminację przez lata. To film Quentina o filmach, zrobiony jak nikt inny niż Tarantino.

    Kinowy krajobraz pokryty jest listami adoracyjnymi do Hollywood. Mogą być liryczne (La Land lub Singin ‚in the Rain), cyniczne (The Player or Sunset Boulevard Roberta Altmana), tajemnicze (Mulholland Drive) i zabawne (Tropic Thunder). W każdym razie żaden z nich nie ma jedynego w swoim rodzaju głosu i punktu widzenia, który Quentin Tarantino wnosi do swojego medytacyjnego, doświadczonego i zaskakująco dojrzałego dramatu Pewnego razu w Hollywood.

    Pewnego razu… w Hollywood przyłapał mnie na nieostrożności ze swoją głębią. Tarantino zawsze był mistrzem mimikry, pożyczając elementy wizualne i tematyczne ze swoich ulubionych klas, przekształcając je jednak w agresywne, konfrontacyjne westerny (Django Unchained), obrazy wojenne (Bękarty wojny) i legendy zemsty (Kill Bill tom pierwszy i drugi).

    Kiedyś czuje się nadzwyczajnie. To nic innego jak zaadaptowana replika istniejącego typu, ale raczej szerszy, ale skoncentrowany na laserze komentarz dotyczący branży, ogólnie nazywanej przez Tarantino. Jest to piękna i przejmująca migawka z dawnego wieku, pokryta uroczymi komentarzami do techniki opowiadania historii Tarantino idealizowanej przez lata. To film Quentina o filmach, zrobiony jak nikt inny niż Tarantino.

    Jednak nawet to przedstawienie ogranicza ambitne podejście Tarantino. Ponieważ ustalając swoją historię w trzy całkiem pewne dni w 1969 r., Szef eseisty śledzi także zjawisko zabójstw Charlesa Mansona, wpływ tego zagrożenia na tę sieć oraz ruch sejsmiczny, który miał miejsce w kulturze Południowej Kalifornii w tym czasie. era. Sztywne klasy robotnicze, takie jak Cliff Booth (Brad Pitt) lub Rick Dalton (Leonardo DiCaprio), balansują na wznoszeniu się sieci dziecięcego kwiatu, walcząc o utrzymanie standardów, które prześlizgują się przez ich palce jak ziarna piasku .

    Wszyscy trzej mężczyźni w sercu Once – Pitt, DiCaprio, a zwłaszcza Tarantino – pozwalają na dziesięciolecia cieniowania w pracy. Żadne z nich nie mogło się wydarzyć Kiedykolwiek wcześniej w karierze – lub przy okazji, którą próbowali, film nie byłby tak rozeznany i osądzający, jak ta funkcja się kończy.

    Podążając za Daltonem wokół aranżacji jego najnowszych przedsięwzięć, Tarantino ustawia, że ​​najciekawsze aspekty rozrywki mają miejsce pomiędzy ujęciami, gdzie najlepszy w klasie ingenue instruuje Ricka, jak pozostać w charakterze, lub Cliff prowokuje Bruce’a Lee (Mike Moh, wspaniały w jego krótki wygląd).

    A jednak, według Tarantino, Hollywood zawsze będzie Mekką, do której marzyciele biegną… w tym momencie walczą z absurdalnymi szansami na pozostanie. Rick ma uzasadnione przyznanie się do swojej potrzeby posiadania nieruchomości w Los Angeles, z obawy, że nie będzie wyglądał jak nietykalny w przypadku, gdy wynajmuje. W tej narracji odnajdujemy Sharon Tate (Margot Robbie), aktorkę, która jest teraz żoną super gorącego dyrektora Romana Polańskiego, który akurat mieszka niedaleko Rick. Ich ścieżki się zmienią, jednak zanim obie postacie będą w stanie odzwierciedlić dwie strony fantazji showbiznesu – gwiazdkę, której łaskotała szansa na obejrzenie jednego z jej filmów z publicznością, i niemal wyświechtany „cowpoke” „którego pytanie o siebie obala jego talent i może kosztować go karierę.

    Pewnego razu… w Hollywood to najbardziej kontemplacyjny, dojrzały i introspekcyjny film Tarantino od czasów Pulp Fiction. Może to być jedyny film w jego asortymencie pracy, który wydaje się osobisty. To krótka praca doświadczonego narratora, który spogląda wstecz na błyskotliwą karierę i zastanawia się nad intensywnością filmu, jednocześnie skupiając się na ciężkiej pracy, która polega na tworzeniu rozrywki dla publiczności.

    DiCaprio daje najlepszą wydajność swojej kariery, gwoździ niepewność, która nęka talent Hollywoodu, a jednocześnie wykorzystuje bliskość ekranową, która sprawia, że ​​jednostki takie jak Rick Dalton – a także, poprzez powiększenie, DiCaprio i Brad Pitt – w każdym razie grają w film. Pitt także hipnotyzuje, grając współczesnego krocza, który bada zmieniający się krajobraz, jak L.A. przechodzi do radykałów i rozkwita dzieci, których nie potrafi dokładnie zrozumieć.

    Równolegle ze ścieżką Ricka Daltona do przybycia Sharon Tate i zbliżającego się kontrkultury Mansona i rozwoju nonkonformistycznego mówi się bardzo dużo, jestem pewien, o LA w latach 60-tych i to tutaj – jako dzieciak z East Coast – Prawdopodobnie tracę część wglądu, jaki Tarantino wlewa w historię. Jednak jego decyzje muzyczne i praca z kamerą (z pomocą długoletniego operatora Roberta Richardsona) sprawiają, że miniona epoka historii Kalifornii istnieje z oszałamiającą dokładnością.

    Pewnego razu w Hollywood jest silny, ale wnikliwy. Jest bardziej dojrzały i bystry niż większość oszałamiających przedsięwzięć Tarantino i uderza jak wąż z zasłużoną brutalnością w razie potrzeby. Scenariusz daje niezachwiane legit, wyścigi beatowe i co jakiś czas zaskakujące wyjście przez Złotą erę Hollywood i jej szczególnie wadliwych graczy. Jest to kłopotliwa, zabawna, wnikliwa, fachowo wykonana Biblia, którą entuzjaści QT rozpakują od pokoleń.

    W gorącą sierpniową noc w 1969 r. Cztery śmiertelne osoby z kliki Charlesa Mansona najechały na dom w Los Angeles ciężarnej aktorki Sharon Tate. Jej mąż, szef Roman Polański, był w Europie w interesach. Co wydarzyło się później, trafiło na nagłówki gazet i niezależnie od historii. Prawdopodobnie nie przypomnisz sobie wszystkiego tak, jak wspomina Quentin Tarantino w Pewnego razu w Hollywood. Tak czy inaczej, nie przeoczysz chwili, w której szef eseisty umieszcza na ekranie. To dziewiąty film Tarantino i twierdzi, że będzie jego ostatnim. Pod warunkiem, że to prawda, wychodzi z hukiem.

    Twórca filmu daje Sharon (Margot Robbie) fikcyjną sąsiadkę na Cielo Drive. To Rick Dalton (Leonardo DiCaprio), gwiazda telewizyjnych westernów, która odrzuca to, co zostało z jego karier. Towarzyszem Ricka jest Cliff Booth (Brad Pitt), jego sztuczka podwójna i powiernik, który mieszka w przyczepie koło Van Nuys Drive-In z zardzewiałym Rottweilerem o imieniu Brandy. Bluff jest weterynarzem z Wietnamu i był w dużej mierze bezrobotny, odkąd zaczęły wirować plotkarskie smakołyki, że zamordował swoją lepszą połowę i ściągnął ją.

    To ruchliwy bal Tarantino, w którym dwie największe i najbardziej sympatyczne gwiazdy w Hollywood są porażkami. Jak by nie było, DiCaprio (Django Unchained), 44 lata, i Pitt (Inglourious Basterds), 55 lat, robią mu radość pracując przeciwko sortowaniu. To przełomowy zespół ekranowy, którego niebezpiecznie sprytne, emocjonalnie złożone występy są absolutnie najlepsze. Pitt jest beznadziejnie zabawny, gdy Clint znajduje sztuczkę w Zielonym Szerszeniu i goni aroganckiego Bruce’a Lee (Mike Moh), w roli Kato, w bitwie, która kończy się źle dla legendy Pięści furii.

    DiCaprio również wygrywa ogromne śmiechy, próbując ukryć kłopoty Ricka, gdy jego kariera trafia na slajdy. Potężny agent (Al Pacino, mający piłkę) mówi aktorowi, że zabija swoją karierę, robiąc miejsca dla widzów, ponieważ pojawiają się złoczyńcy w telewizji. W satysfakcjonującej niekongruencji dostaje najlepsze audyty swojej kariery grając ciężkie. Achievement realizuje się również, gdy Rick uważa, że ​​rada jego agenta zagrała w spaghetti Westerns za granicą, jako Clint Eastwood i Burt Reynolds. (Uwaga dodatkowa: sam Reynolds został obsadzony, by zagrać George’a Spahna, właściciela rancza filmowego wykorzystywanego przez klikę Mansona jako wnękę. Bruce Dern zagrał tę robotę po śmierci gwiazdy Smokey i Bandyta).

    Wszyscy aktorzy, w dużych i małych zawodach, przynoszą swoje gry A do filmu. Dwie godziny i 40 minut mogą trwać długo. Nie zmieniłbym ramki. Tarantino śmieje się z mnóstwa rzeczy na swoich filmach, zwłaszcza z własnego skoku w filmach tak różnych, jak Pulp Fiction, Reservoir Dogs i dwa tomy Kill Bill. Tak czy inaczej, ani przez chwilę nie udaje, że podchodzi do Hollywood pod koniec lat sześćdziesiątych. Z pomocą mistrza operatorskiego Roberta Richardsona, architekta stroju Arianne Phillips i nadzorcy Freda Raskina, czas backlotingu w Hollywood został starannie odzyskany. W każdym ujęciu można poczuć szaloną miłość Tarantino do filmów kinowych w całej ich złowrogiej olśniewającej i buntowniczej sztuce.

    Nie oznacza to, że brutalność jest nieobecna. Era Mansona to tylko jedno wrażenie wznoszenia się amerykańskiej żądzy krwi. To jedna z młodych dam Mansonów, Pussycat (Margaret Qualley), która dostaje Cliffa, by podwiózł ją na ranczo Spahn, gdzie panuje zasada. A kiedy klika zbliża się do domu, nie oszczędza się żadnych otwartych drzwi do rozpryskiwania.

    Najbardziej szokujące w tym filmie jest otwarte serce na niewinność, w szczególności Sharon. Robbie gra ją jak punkt świetlny, którego nie zasłania sceptycyzm. Wchodzi do teatru, aby obejrzeć widownię oglądającą ją w szpiega Dean Martin i pozostaje, by cieszyć się ich szczęściem. Rick czuje się podtrzymywany w swojej sztuce przez spokrewnionego tespiana, który jest szorstki, szczery i ma zaledwie osiem lat. Jak w hipnotyzujący Julia Butters, dziecko jest kolejnym źródłem żarzących się w filmie, w którym Tarantino daje zaufanie ostatnie słowo.

    Eksplorator czarnego satyrycznego kręgosłupa Quentina Tarantino Pewnego razu w Hollywood znajduje zaciętą fikcyjnie fabułę na temat koszmaru Mansona w późnych latach 60-tych w Kalifornii: stan łaski filmu „B”.

    To szokujące, porywające, olśniewająco strzelane w celuloidowych pierwotnych odcieniach błękitnego nieba i zmierzchu złota: odcienie z ciepłem, o którym śpiewała Mama Cass. Los Angeles w 1969 r. Odzyskuje siły dzięki całej intensywności i szaleństwu Tarantino, histerycznemu kunsztowi szczegółów kultury popularnej. Tak czy inaczej, jest tu coś nowego: seksualna cynilia, a zarazem telewizja-philia, intensywna świadomość małego ekranu na tle życia każdego. Opinie będą oddzielone od zaskakującego i spektakularnie prowokującego zakończenia tego obecnego filmu, który Tarantino pragnie zachować w tajemnicy i którego nie mam zamiaru tu ujawniać. Jakkolwiek by nie było, z pewnością każdy pozorny błąd smaku nie jest podobny do powiedzmy w podziwianych Bękartach Wojny. I może martwić się smakiem, przeoczyć główny problem tej dziwacznej fantazji o odpychaniu jakobińskim.

    Po prostu opieram się każdemu, kto ma czerwoną krwią w żyłach, aby nie reagować na szaloną brawurę kręcenia filmów Tarantino, a nie być przeskakiwanym dookoła audytorium teraz, po chwili szczęścia, które ten film przekazuje – i na przemian, oczywiście, do drżeć z powodu okropności i brutalności i jej halucynacyjnych następstw.

    Naszym pierwszym nie-świętym jest Rick Dalton, grany przez Leonarda DiCaprio, upadającego aktora krowy i alkoholika, który zasieje na jesieni swojej kariery, aw migawkach złego humoru zaczął wyglądać jak Jack Black. Jego najbliższym towarzyszem – żałośnie jego samotnym towarzyszem – jest Cliff Booth, grany przez Brada Pitta w jego metodzie Ocean’s-Eleven – łatwej zdolności i niewzruszoności. Przepaść to sztuczka Ricka dwojakiego rodzaju i ma straszną tajemnicę w jego życiu: straszną okazję, dla której może być lub nie być winna. Bluff musi jeździć Rickiem gdziekolwiek, ponieważ stracił pozwolenie, a on jest najlepszym kumplem Ricka, asystentem, faktotum i osobą, która musi wyprostować Ricka, kiedy wpada w wesołe łzy skupienia.

    Rzeczy idą na południe do kariery Ricka i Cliffa, kiedy westernowy program Ricka Bounty Law zostaje odwołany. Jego agent, Marvin Schwarz (hałaśliwy epizod dla Al Pacino), stara się przekonać Ricka, by wyruszył do Włoch, by odkryć siebie w nowych „spaghetti westernach”. Tak czy inaczej, w międzyczasie i na podstawie hałaśliwego zwrotu Ricka na scenie FBI, Schwarz odkrywa, że ​​linia prac w zachodniej telewizji pojawia się w Ameryce, Lancer, z reżyserią Sama Wanamakera, a Rick ma nienormalny Święto Trzech Króli. Oprócz wszystkiego innego inspiruje go fakt, że mieszka w pobliżu Sharon Tate (Margot Robbie) i Romana Polańskiego (Rafał Zawierucha), którego całkowicie zachwyca.

    Równolegle z przerażającym odrodzeniem poczucia własnej wartości Ricka, Cliff dowiaduje się, że zabiera się do radykalnej młodej damy na Spahn Ranch, to miejsce, w którym Tarantino wyobraża sobie, że Cliff i Rick kręcili razem filmy, a to było, oczywiście, mrożąca krew w żyłach siedziba kliki Charlesa Mansona. Przepaść sprawia wrażenie niewzruszonego na tym strasznym mieszance, a Tarantino zuchwale czyni z tego rodzaj sceny z agregatem chłodniczym z zachodnim kręgosłupem, podczas gdy Cliff dzwoni do właściciela George’a Spahna (Bruce Dern). Lena Dunham gra jedną z akolitek, nawiasem mówiąc, casting, który może być podprogowym przypomnieniem tytułu zarówno słynnego programu telewizyjnego Dunham, Girls, jak i eposu Emmy Cline o zwolennikach Mansona.

    Rick i Cliff to w gruncie rzeczy nieistotność, a głównym kontrastem jest to, że łatwy do pokonania Cliff nie ma obrazu siebie do zranienia, nie ma ambicji do pielęgnowania. Tak czy inaczej, ich marginalny status jest przekształcany przez satyrę równoległego wszechświata Tarantino.

    Zawiadomienie Polańskiego i Tate’a podnosi stawkę na różne sposoby: Cliffowi oferuje się masaż penisa przez jedną z młodych dam i odmawia, ponieważ nie może udowodnić, że ma 18 lat. Rick odkrywa, że ​​otwiera swoje serce na nadnaturalnie inteligentna, młoda aktorka (Julia Butters), ponieważ czuje, że jest ponad zboczem. Słysząc, że ma osiem lat, mamrocze, że za 15 lat będzie wiedziała, jak się czuje: paskudna niewdzięczność, której natychmiast się wstydzi. Wszystko to jest ruch wahania, śmiertelne podżeganie – i nie ma żadnej niepewności, że jest to męski film, chociaż Margot Robbie daje sympatyczny portret Tate, Dakota Fanning jest onieśmielająco groźna, jak Mansonite zwany Squeaky i Lorenza Izzo żywiołowa zwrotka w stylu włoskiej gwiazdy Francesca Cappuccino.

    Najbardziej oburzającą sceną – i najbardziej zabawną – jest Cliff zdobywający podwójną okupację The Green Hornet i rzucający wyzwanie bitwie Bruce’a Lee w jego zespole Kato. To niezwykłe uderzenie, jednak nie wiem, czy zgadzam się z tym, jak Tarantino wyobraża sobie wynik; mimo to śmiałem się przez około trzy minuty po zakończeniu sceny.

    A potem dostajemy finał, trochę złośliwego chaosu, który prowadzi do dziwacznego wyniku, który może sprawić, że odtworzysz cały film w głowie. To jest całkowicie oburzające, dezorientujące, niewiarygodne, a także genialne.

    Quentin Tarantino zebrał karierę z celebrowania filmów, odwołując się do swoich ulubionych, ale dzięki „Pewnego razu w Hollywood” pozdrawia ich w kierunku ich tworzenia. Amerykański mistrz żartobliwego dialogu i szlachetnego pastiszu umacnia te zdolności w rozległej wizji przemysłu filmowego w 1969 roku, jednak zakaźny list miłosny Tarantino nie ma sporej fabuły. Zamiast tego najdziwniejszy filmowiec filmowca konsoliduje pre-Manson Hollywood z widmowym widmem hippie. Efektem jest nieproporcjonalna mieszanka kulturalna, jak to widać w żywiołowym kanale kinowym Tarantino.

    Istotne jest także spędzanie czasu z historią, czerpanie swobód ze szczegółami i pozwalanie współpracującym gwiazdom Leonardowi DiCaprio i Bradowi Pittowi na uwolnienie paru uroczych występów. Pragnienie Tarantino, by pozdrowić twórczy przypływ opowiadań, jest zapraszającą i pożądaną bliskością w amerykańskim kinie; jego dziewiąta funkcja zaleca, aby naprawdę pracował częściej. Jednak wszystkie wyraźne wywołania zwrotne do przestarzałych westernów telewizyjnych i przeoczone postacie w ich kręgu nie potrafią połączyć się w znacznie więcej.

    W każdym razie film ma ambicje do stracenia, a warstwowa treść Tarantino żongluje tak wieloma wątkami narracyjnymi, że przybiera on swoją własną olśniewającą kadencję. Centrum „Once Upon a Time in Hollywood” to parodia amigo o krnąbrnym aktoru telewizyjnym Ricku Daltonie (DiCaprio), którego główna rola w aranżacji telewizyjnej „Abundance Law” przyniosła mu wiele uznania, ale kilka ingerencji w film biznes. Jego namiętna sztuczka w dwóch bitwach z Cliffem Boothem (Pittem) toczy się z jego własną, coraz mniejszą karierą, która w przeszłości nadszarpnęła jego reputację i zmusiła go do wypełnienia roli kierowcy Ricka. Nie znaczy to, że Rick ma wiele miejsc do zrobienia: obarczony graniem złego człowieka w losowych scenach telewizyjnych, aż do momentu, gdy nie zauważy ciemniejszych programów, takich jak „FBI” i „Bonanza”. .

    Podpisz biodrówki: gang Mansona rozważa tę historię, w większości jako ciągłe zagrożenie, gdy Cliff wpatruje się w czarującą młodą kobietę o imieniu Pussycat (Margaret Qualley), która włóczy się po mieście. Zanim jednak film nadejdzie, „Pewnego razu w Hollywood” ma miejsce z Rickiem, którego malejąca bliskość ekranu sprawiła, że ​​za każdym razem grał złego człowieka. Uparty agent talentu (Al Pacino, w szerokiej, przelotnej karykaturze) wzywa Cliffa do zastanowienia się nad konsekwencjami: „To będzie miało psychologiczny wpływ na to, jak ludzie cię widzą”, mówi, w pierwszym z wielu razy, kiedy pojawia się jako jednak Tarantino może ocenić swoją karierę z materiału.

    Jak problem Ricka buduje, „Pewnego razu w Hollywood” omija swoich sąsiadów – mianowicie Romana Polańskiego (ledwo obecny Rafał Zawierucha) i jego lepszą połowę, Sharon Tate (Margot Robbie, w bezpretensjonalnym, w większości niemym wydajność). Tarantino wyobraża sobie aktorkę jako sympatyczną bliskość z niewielką pomocą, ale wędrować po mieście, w pewnym momencie wędrując do teatru, aby jak najlepiej wykorzystać opowieść szpiegowską z 1968 r. „The Wrecking Crew”. W tych bezcelowych scenach jest szczerość, która sugeruje, że Tarantino ma głębokie uczucie do Tate, pomimo jej scen, które niosą ze sobą wysiłek, by wiedzieć, jak prawdziwy Tate został zabity kilka miesięcy po rozpoczęciu filmu. Ciemna mgiełka historii utrzymuje się nawet na jaśniejszych scenach i generuje intrygujące oczekiwanie (podobne do innych historycznych fikcji Tarantino) wokół tego, w jaki sposób filmowiec załatwi to wrodzone napięcie.

    Wypłata jest pośpieszna, przynosi efekt przeciwny do zamierzonego i ostatecznie nie ma znaczenia. Dzieje się tak dlatego, że większość „Pewnego razu w Hollywood” obraca się wokół jego bogato osobliwego odcinka centrum, ustawionego w jednym dniu opodatkowania i wypełnionym okolicznościami. Już w czasie, gdy dyskurs Madonny otwierał „Psy repozytorium”, Tarantino przekroczył oczekiwania dotyczące tworzenia znanych archetypów filmowych i pogłębienia ich z pogardliwymi, szczerymi szczegółami. Tutaj wynik jest jego ostatecznym filmem z spotkań: Rick i Cliff spędzają czas na planie. Precipice spędza czas w domu ze swoim Rottweilerem, Brandy (która niejednokrotnie kradnie show). Rick spędza czas z gadatliwym ośmioletnim współtwórcą aranżacji telewizyjnego westernu, który wzywa go do pokazania się, jak nigdy nie był pokazywany, i walczył z emocjonalną niepewnością, czy może nawet przekazać wspaniałe rzeczy. Tarantino daje dużo materiału do żucia dla swoich aktorów, którym udaje się przedłużyć męską fasadę patosem, że mokre koce w materiał.

    W międzyczasie Tarantino bawi się skomplikowanymi zestawami motywowanymi przez oburzającą nieprzewidywalność. Najlepsze z nich znajduje Cliffa za Pussycatem w opuszczonym Spahn Ranch, które satanistyczna spółdzielnia Mansona przekształciła się w jego groźne legowisko. Gdy Cliff wędruje po posiadłości i armia pań (w tym trochę Leny Dunham) wpatruje się w niego, Tarantino gromadzi rozwój do wielkiej zachodniej konfrontacji. Kawałek nie ma miejsca, jednak jest to błyskotliwość punktu Tarantino: radość z tworzenia filmów, niezależnie od tego, gdzie się znajduje.

    Co jest świetne, ponieważ „Pewnego razu w Hollywood” nie idzie nigdzie w szczególności. Rozkosze leżą w małych minutach, od nostalgicznych pisanek (i zwrotów do własnej pracy Tarantino) po ujmujące winiety. Nic nie przebije wizerunku DiCaprio prawie łzy, doświadczając twórczego katharsis przyzwoitego wykonania. To najszczersza chwila w trzech dekadach pracy Tarantino.

    I pasuje do tego zdumiewające odtworzenie epoki, od opóźnionego okna do kręcenia filmów z epoki, ku uciesze oglądania końcowego produktu. Tarantino osiąga szczyt uważności, gdy historia się kończy, zatrzymując się, aby pozwolić dwóm mężczyznom na oglądanie sceny „FBI” przez długi czas i dać komentarz na żywo. Niezręczny głos odrzuca nazwiska szefów zachodnich spaghetti, od Peroniego po Corbucciego, jak gdyby Tarantino odgadł treść, zaczynając od objaśnień i budując narrację od tego momentu. Stały wypadek nazwisk i programów regularnie sprawia wrażenie, jakby filmowiec przeglądał swoją prywatną akumulację, wskazując cechy z epoki, jednak nigdy nie wyrywając tytułu z szafy.

    Na szczęście istnieje wystarczająca atrakcyjność dla nauki wśród Ricka i Cliffa, że ​​„Once Upon a Time in Hollywood” nie musi potwierdzać swojej historii gestami do przeszłości. Tarantino tworzy rodzime wszechświaty, jak nikt inny, i tutaj tworzy cudowne okno w przeszłość: genialna kinematografia Roberta Richardsona z Los Angeles odzwierciedla echo Roberta Elswita w „Nieodłącznym zastępcy”, z pikującymi snami o pochyłej geografii wygrzewającej się w neonówkach. Konfiguracja tworzenia jest nienaganna; kiedy Cliff porusza się po Burbank, praktycznie jeździ przez dokument.

    W każdym razie „Pewnego razu w Hollywood” jest niepohamowaną fantazją tego rodzaju, którą Tarantino delektował się ciągłym rozmachem przedsięwzięć, a ten wydaje się istnieć w dialogu z jego przodkami. Jest nawet późny monolog jednego z oprawców Mansona o fetyszyzacji zabójstw i dzikości w rozrywce, która rejestruje się jako Tarantino, redukując jego najbardziej konserwatywne narzędzia do błędów do najbardziej zauważalnych potwornych karykatur. Od tego momentu filmowiec przechodzi do zwykłej działalności. Nie ma sensu zepsuć szczegółów, jakkolwiek oczywiście film zachowuje się jak rodzaj historycznego rewizjonizmu znanego z innych bieżących prac Tarantino. Po tym, jak film zadziałał na zaskakujący poziom powściągliwości, nie może się jeszcze uwolnić. Jak widać „Pewnego razu w Hollywood”, trudno jest utrzymać porządnego showmana.

    Pełna obsada

    No links available
    No downloads available

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Podobne filmy