My Days of Mercy (2017) Recenzja w CDA-ZALUKAJ.pl

Urokliwy na spotkanie (AKA, gdy dwie postacie zaczynają sentyment), który rozpoczyna „My Days of Mercy”, musi być uznany za jeden z najdziwniejszych w dowolnym momencie postawiony przed kamerą – może nie być zabawny ani godny podziwu, jako taki , ale jest to pozytywnie wyróżniający się spośród najbardziej zaskakujących, które mogę przejrzeć. Tragiczne jest to, że reszta filmu nigdy nie zbliża się do aproksymacji tego zuchwałości, raczej marnując go na dobroczynne, choć stopniowo wyobrażane, działanie, które nie jest naprawdę wiarygodne lub znaczące.

Gdy historia się otwiera, widzimy Lucy (Ellen Page), która sprawia wrażenie, jakby była wycieczką w niezdolnym do walki Winnebago ze swoją bardziej doświadczoną siostrą Martą (Amy Seimetz) i dużo młodszym rodzeństwem Benjaminem (Charlie Shotwell). Rzeczy, które są tym, czym są, są przeciwko działaczom kary śmierci, którzy podróżują do niezgody w miejscach, gdzie zbliżają się egzekucje, w przeciwieństwie do kompetencji ekspertów w zakresie kar kapitałowych, które również okazały się skuteczne. W następstwie dotknięcia bazy na cel, zwraca uwagę młodej damy po przeciwnej stronie wyzwania o nazwie Mercy (Kate Mara), porastającego doradcy prawnego, który jest tam w świetle faktu, że zabity mężczyzna został zabity długoletni wspólnik jej ojca gliny. Chwilę później Lucy w końcu przyznaje, że jej wróg kary śmierci jest znacznie bliżej domu niż pozycja Mercy – jej własny ojciec (Elias Koteas) konfrontuje swoją własną i nadchodzącą datę egzekucji za zabicie jej mamy.

Pomimo ogromnej zatoki między nimi w tej konkretnej kwestii, istnieje między nimi niezaprzeczalny blask, który zachodzi, gdy spotykają się na różnych przystankach w obwodzie egzekucyjnym i rozmawiają w sieci, zanim związek nieuchronnie, zakładając subtelnie, rozkwitnie w całość nastrój. Podczas gdy Martha naprawdę zaangażowała się tak długo, jak długo pamięta, że ​​demonstruje jej ojcowską możliwość – jej jedyna inna akcja jest teraz i teraz opisywana przez radcę prawnego (Brian Geraghty), który przejął sprawę – a Benjamin jest zbyt młody, by nawet rozważenie pamiętania o swoim tacie jako o kimś innym niż zatrzymanym, którego ledwo zauważył, Lucy jest nieco bardziej splątana, a ten nieprzewidziany związek z Miłosierdziem daje jej poświadczony smak na raz. Szkoda, wszystko wskazuje na to, że nie wszystko jest tak proste. Na dłuższą metę przychodzi do głowy, że Miłosierdzie nie mogło się całkowicie zbliżyć do konkretnych części jej życia. Kolejna kwestia pojawia się, gdy Mercy oferuje pomoc Lucy w sprawie rodziny, wskazując im nowe testy, które mogą być powiązane ze starym dowodem, który może wykazać, że jej ojciec jest niewinny – drugą stroną tego jest to, że podobny test może ostatecznie wykazać jego wina.

Przy braku szansy, że nie zrozumiałeś tego w tym momencie, „My Days of Mercy” to film problemowy, chociaż większość filmów tego typu jest zadowolonych z koncentracji na jednym kluczowym zagadnieniu, scenariusz Jima Bartona próbuje spakować takie znaczna ich liczba w 108 minutach, które nieżyjący już Stanley Kramer, który poświęcił całe swoje powołanie na organizowanie przedsięwzięć jako twórca i wykonawca, mógł skłonić go i szefa Tali Shalona-Ezera do prostoty. Być może istnieje metoda na przejęcie większości różnych celów fabularnych tego rodzaju widoku w prosty sposób i przekształcenie ich w konto przekonujące, które jeszcze tutaj nie wystąpiło. Konto to raczej przypomina program, niż wszystko inne, i zawiera nadmierną liczbę scen, które zasadniczo służą do przeniesienia historii, mimo że robienie tego wymaga od bohaterów działania tu i tam, kłopotliwych sposobów.

To, co jest szczególnie rozczarowujące z powodu tego filmu, to fakt, że jest on na tyle dobry, by czasem polecić coś, co mogło być kultywowane z progresywnym wyobrażeniem. Wystawy Page i Mara są solidne i przekonujące, a między nimi powstaje prawdziwe ciepło, w każdym razie podczas scen, w których mogą uwolnić się od manewrów scenariusza; coś bardzo podobnego do kolei Amy Seimetz jako bardziej doświadczonej siostry. Przedstawiając swoje amerykańskie wprowadzenie, izraelski szef Shalom-Ezer prezentuje przyzwoite oko i przyjemną atmosferę do pracy nad charakterem, która w końcu zostaje podciągnięta pod wszystkie mroczne dramaty i namiętne kopie. Są nawet krótkie migawki wesołości, które prześlizgują się przez agonię – w wyniku znalezienia doradcy prawnego po wyjściu z nocy z Marthą, Lucy bombarduje go uwagą o jego pracy „gwiezdnego boo” – i biegu artykuł o ostatnich więźniach zatrzymanych, które mają zaskakująco wzruszającą wypłatę.

„My Days of Mercy” ma niewątpliwie uroczy powód, ale nie ma żadnych solidnych przemyśleń na temat tego, jak tchnąć w niego życie. Następnie szybko zamienia się w niespokojnie oczywiste (bezpośrednio w nazewnictwo jednego z bohaterów Mercy, ruch tak zaskakująco niesubtelny, że sam film naprawdę na to zwraca uwagę) i drastycznie nieprawdopodobna praca, której nie da się oszczędzić zobowiązania takich zdolnych artystów, jak Page, Mara i Seimetz. Niespodziewanie jest to film, który naprawdę może dołączyć do osób po obu stronach kary śmierci, prawie każdy z nich najprawdopodobniej odejdzie daleko od przekonania, że jest to film z fascynującym powodem, który naprawdę zasługuje, nie ma żadnych wątpliwości, znacznie lepsza realizacja.

Przejście przez oddzieloną od Ameryki duszę to przedsięwzięcie, które izraelski producent Tali Shalom Ezer ustawia w swoim kolejnym komponencie, sentymentalny cum-street filmowy pokaz towarzyski kary śmierci. Ellen Page, grająca o 10 lat bardziej młodzieńczo, jest dwudziestokilkuletnim wrogiem egzekucji, lobbystką Lucy Morrow, której ojciec oczekuje się od śmiertelnej infuzji za rzekome zabójstwo swojej mamy. Zaczyna patrzeć na wszystkie rozgwieżdżone oczy na linie walki z doradcą prawnym Kate Mary, jednym z genialnych dysydentów kary śmierci, którego konsekwentnie obserwuje na wystawach w całym kraju.

Być może w klasie dwójki z Monster (2003) – sentyment lesbijskiego wiersza śmierci – My Days of Mercy jest znacznie lżejszy, żwawa nauka między tymi dwoma tropami oszczędza go z nadpobudliwości Sundance. Mara ma wykwintnego eksperta na wyjątkowo chrupiącej stronie, która została przez prasę zaatakowana przez swoją siostrę (Amy Seimetz) w aktywizację powołaniową: „Jak było twoje próbowanie?” ona lubi kochanie swojego radcy prawnego. Początkowy, pół-romcomowy ton filmu sugeruje, że film musi również pokryć lukę tonalną, ponieważ zbliża się termin egzekucji taty Lucy. Zorganizowany wokół kilku sprzeciwów przed ostatnią konfrontacją, wznosi się jako nieco niezgrabna mieszanka: prawie cztery zabójstwa i pogrzeb.

Wykonawca Ezer i operator Radek Ladczuk (The Babadook) mają umiejętność świeżych wizji, które latają z realistyczną nowością, podobnie jak ostatnie talerze kolacji, które otwierają każdy segment. W każdym razie, skoro My Days of Mercy dyskretnie pracują u władzy, w jego dużej części, ta skłonność sugeruje, że film pomija znak na zewnątrz za to, co na papierze jest dzielną decyzją o kulminacyjnej scenie. Nie ma pojęcia, jak całkowicie przekazać głęboki efekt oglądania demonstracji znormalizowanego zabójstwa. W połączeniu z łagodnością dla spatów między Page i Marą, aby zmusić ostatnią demonstrację do głowy, ten napędzany film nie jest dokładnie pedałem do metalowych osiągnięć.

Ellen Page i Kate Mara grają w roli ulubieńców w scenerii kary śmierci w amerykańskiej prezentacji wykonawczej Tali Shalom-Ezera.

Jako schematyczne, naciągane i spokojne za to, co warte jest w przedstawieniu lesbijskiej romantycznej opowieści przeciwko scenerii dramatyzacji kary śmierci, „My Days of Mercy” wciąż stosują specyficzne zniszczenie z powodu niezmąconej inspiracji pozbawionych przeciętnych robotników amerykańskiego życia a umiarkowane relacje konsumpcyjne delikatnie porysowały Ellen Page i Kate Mara. Ta pierwsza amerykańska podróż przez izraelskiego dyrektora Tali Shalom-Ezera, którego składowa, Princess, zdobyła dwa lata wcześniej w Sundance, nie pójdzie daleko monetarnie, jednak zostanie uchwycona w kręgach szczególnie otwartych na tematy związane z sentymentem i karą dla osób tej samej płci.

Nagle sama wyobraża sobie romantyczną opowieść porzuconą przez kwestię kary śmierci i nie można jej uznać za czarujące spotkanie, gdy przyczepa-trashy Lucy (Page) przeżywa bardziej gustowne Mercy (Mara) w sprawa społeczna geniuszów i przeciwników kary śmierci poza więzieniem w Ohio, gdzie zabójca weźmie igłę.

Dwie panie są po przeciwnych stronach dyskusji. Lucy, której szafa wydaje się początkowo składać tylko z wroga koszuli kary śmierci, jest tam z jej bardziej doświadczoną siostrą Martą (Amy Seimetz) i młodszym rodzeństwem Benjaminem (Charlie Shotwell) w świetle faktu, że ich ojciec (Elias Koteas ) czeka na karę śmierci za zabicie swojej lepszej połowy – ich matki – osiem lat wcześniej. Martha w szczególności nie uzna winy taty i nadal chciałby odkryć wystarczającą ilość usprawiedliwiającego dowodu, by zdjąć go z pułapki.

Miłosierdzie jest bliskie w świetle faktu, że człowiek, który będzie miał ostatnie święto, palił wspólnika ojca policjanta; Egzekutorzy policjanci nie zasługują na litość w swojej książce.

Biorąc wszystko pod uwagę, miłość pokonała większe przeszkody niż to i od samego początku naprawdę oczywiste jest, że Miłosierdzie ma coś na czele jej myśli, poza noszeniem znaków i mruganiem dobrze ugruntowanych sporów. To, co jest przyjemne i wciągające, to sposób, w jaki stopniowo i naturalistycznie zmieniają się sprawy; wydaje się, że dość dobrze można sobie wyobrazić, że dwie takie przeciwstawnie sprzeczne panie mogłyby zrobić drogę do związku, ale ich fiksacje pokrywają się do pewnego stopnia, podobnie jak mogą istnieć niejasne oddzielne kwestie, które je jednoczą.

Bardziej ugruntowane Miłosierdzie jest jednoznacznie atakującym, zrzucającym sugestywną aluzję i najwyraźniej ożywionym przez samoobronne komentarze Lucy; w przypadku przesłanki z minuty na minutę wymiana między nimi pociąga i przepełnia skłonnością zmysłową. Dzieje się tak w zniechęconej sytuacji wypełnionej pasażerami przyczep, grungy motocyklistami, przez cały dzień konsumentami piwa i wszechstronnymi „bezskórnymi” – Trump-naród, niektórzy będą to nazywać.

Najlepsze minuty leżą zasadniczo w handlu między dwiema damami; wspaniali towarzysze, biorąc pod uwagę wszystkie strony, Page i Mara, jak wskazano w notatkach prasowych, szukali zadania, aby razem przez jakiś czas robić wspólne odkrycie, a także ich werbalną walkę i zamykanie scen, których jest kilka, klimat ciepły i godny zaufania, niezależnie od tego, czy nie przesadzają.

Gdy zbliża się data egzekucji taty Lucy i obecność ukochanej Mercy odchodzi jej głową, sprawy stają się ponure. Zdumiewające jest to, że film nie propaguje się jednocześnie przeciwko karze śmierci, a raczej sensatyzuje prawdę, która w końcu uderza w krewnych, gdy wyczerpią się wszystkie alternatywy.

Obecnie 30-letnia Page wciąż wygląda na młodszą o dziesięć lat i wyraźnie podkreśla, że ​​jest szczerą młodą damą, która została zrabowana z niczego po typowym lub namiętnym życiu z powodu trudności ojca. Grając bardziej ryzykownie, Mara bawi się swoją pracą; obie są przyzwoitymi współrzędnymi na ekranie.

Czysty operator Radek Ladczuk, który nakręcił film „Babadook”, prezentuje zniechęcony scenerię środkowoamerykańską w wyraźnie praktyczny sposób, ale dodatkowo wykonuje swoją odpowiedzialność, aby gwiazdy wyglądały świetnie.

My Days of Mercy realizuje młodzieńczą ekstremistyczną karę śmierci Lucy (Ellen Page), która ma do czynienia z zabójstwem swojej mamy, o ile ktokolwiek wie o jej tacie, który obecnie czeka na karę śmierci z czterema miesiącami życia. Lucy inwestuje swoją energię, wyznając brak poczucia winy ojca, odwiedzając ojca, myśląc o swojej rodzinie i wyzwaniach podczas egzekucji w całej Ameryce Środkowej. Podczas jednego sprzeciwu spotyka ona główne Miłosierdzie (Kate Mara), pani konserwatystki, której wspólnik ojca-zabójcy został zabity i akceptuje, że kara śmierci jest wymagana, aby ją wesprzeć, a jej rodzina odzyska siły.

Nauka wśród postaci Page i Mary jest elektryczna, wspomagana przez dwóch artystów, którzy są drogimi towarzyszami. Page niezawodnie miała możliwość zagrania spokojnego bohatera, który ma tryska animozją i uczuciem, a ona ponownie przyjmuje tę pracę ze znacznie większą pewnością, niż miała ostatnio możliwość.

W korelacji, Mara raz na jakiś czas pozwolono grać tak zadziwiającą postacią, jednak ktoś, kto ma tak silne przekonania, spada na coraz większą prędkość dla kogoś, co powinno być jej całkowitą odwrotnością. Potrafi zręcznie i całkowicie oddać to uczucie, nadając postaci charakterystyczny dla dekoltu, aby uczynić ją własną. Tak niezwykłe jak Mara wydaje się być, jakkolwiek może być, to przedstawienie Page i nie jest już więcej przekazywane niż w pierwszym cnotliwym pocałunku razem. Rozlewając wszystkie swoje uczucia do nowego współpracownika, para dołącza do siebie, ta scena pomogła mi niewiarygodnie zapamiętać sceny ze spektakularnego nieposłuszeństwa, w których postacie stają się coraz bardziej szalone i pilne, aby rozładować większość swoich uczuć do siebie nawzajem, sceny adoracji stają się czymś więcej niż cnotliwym atakiem.

Shalom-Ezer przekroczyła oczekiwania w swoim pierwszym filmie w języku angielskim i fachowo utrzymywała uwagę na naszych dwóch bohaterach, większość zdjęć była bliska i przytulna, jakbyśmy wtrącali się w działania dwóch ulubieńców. Utrzymywanie rzeczy w spokoju robi niesamowite rzeczy dla filmu i pozwala obserwatorowi myśleć o wszystkim, co się dzieje. Potrafi ulepszyć film po podstawowej lesbijskiej dramatyzacji, jest tak wiele, by wpłynąć na film, a każda jego ostatnia część kończy się najbardziej ekstremalnym pomysłem. Filmy, na przykład, My Days of Mercy są wymagane w tej obecnej atmosferze. My, jako grupa ludzi, prawie na pewno powinniśmy zauważyć, że film z tak dużą ilością wydarzeń może podobnie radzić sobie z sentymentem między dwoma postaciami podobnej płci. Tego rodzaju filmy są jeszcze zniekształcone.

Problem z filmem polega na tym, że może to mieć wiele nieprzewidywalności, próba utrzymania równowagi z kwitnącym sentymentem i wyzwania rodzinne Lucy są od czasu do czasu bardzo zestresowane. Bez większego wysiłku można by tu powiedzieć o dwóch osobnych filmach z najważniejszymi szczegółami. Jedna z Lucy i Miłosierdzia, a potem niezaprzeczalnie zestresowana relacja Lucy i jej siostry Marty. To może być po prostu plaga posiadania tak niezwykłej treści i nadania tej roli jako części grupy osób, które trzeba dostosować do większej ilości tego, co nowe, z włączonymi wszystkimi i rozczarowanymi dla nas, pozostaje nam rozmyślanie.

Jakkolwiek kłopotliwe jest, aby zachować równowagę, jeden parytet, który zachowuje się zaskakująco, obejmuje temat kary śmierci. Ciągle będzie wątpliwym zadaniem zbadanie tego bezpiecznie, jednak My Days of Mercy a mogą to zrobić i nie są nadmiernie zależne od niego jako wsparcie fabuły. To nie mogła być prosta decyzja, aby odczuć wszystkich wyraźnie w tej kwestii, albo potępić karę śmierci, albo intensywnie ją wzmocnić. Tak czy inaczej, podobnie jak sama Ameryka, wszyscy są częścią i wszyscy mają swoje własne cele, które sprawiają, że wszystko jest wyjątkowo regularne. Eseista Joe Barton miał możliwość trafienia w odpowiednią nutę z ilością kary śmierci do wykorzystania. Przedstawienie każdej egzekucji z ostatnią kolacją więźnia było wspaniałym akcentem, a każda kolacja okazała się kolejną częścią historii. Postacie te nie są po prostu scharakteryzowane przez to, co się tutaj dzieje, tym bardziej dzieje się to dalej i jest to odradzająca zmiana w stosunku do tego, co mogliśmy dać.

Jak już wspomniałem, My Days of Mercy może się wydłużyć zbyt rzadko przy konkretnych okazjach, próbując żonglować tak ogromną liczbą różnych punktów, ale zastanawia się, jak kontynuować, i na jakie inne tematy się przenosi, dostosowuje się nieskazitelnie z powodu dwóch przewodników znaki ekranowe. Mogłoby to bez większego wysiłku posunąć się zbyt daleko, aby zamienić się w nieporęczny kawałek, jednak twórcy Page, Mara i szef Shalon-Ezer zachowują delikatną metodologię przez cały ten nieprzewidywalny program i zasługują na mnóstwo kredytu za swoją metodologię.